Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1025 Notka o końcu drogi na koniec drogi

zakladka

Z kronikarskiego obowiązku fotka ostatniej drogi do pracy w 2016.

31Zmierzałam nią rano, żeby samotnie i w zimnie posiedzieć nad inwentaryzacjami.

W tym roku z racji rozrośniętej liczny magazynów inwentaryzacji mamy aż pięć i wszystkie współpracujące z nami firmy chciały je mieć już, jednocześnie nie przerywając korzystania z ich zawartości. Takie cuda tylko na końcu drogi, więc oczywiście, że fotka pierwszej w 2017 roku drogi do pracy powstała pierwszego stycznia o poranku, bo chyba dziewiątą rano tego akurat dnia można wyjątkowo zakwalifikować jako poranek, prawda?

0101

Na obu zdjęciach ledwo widać ślad ścieżki. Gdy zaczęłam nią chodzić, ścieżka była solidnie wydeptaną do gołego, białego piachu  drożynką przez bujną łąkę, na której nie było ani jednej sosenki, bo przez ponad dziesięć lat korzystali z niej wszyscy pracujący na końcu drogi: kilkadziesiąt osób. Przejście na skróty przez łąkę było zacznie lepszym rozwiązaniem, niż brnięcie przez błoto po kostki lub kurz do najbliższego wyasfaltowanego kawałka ulicy, a brnąć wtedy trzeba było dobry kwadrans. W poprzedniej epoce ugór na końcu miasta, w sąsiedztwie cmentarnego muru, tuż nad wypełnionym śmieciami starym okopem, działka pozbawiona elektryczności, kanalizacji, wody i dojazdu, była jedynym na co mógł liczyć przedsiębiorca, zwany pogardliwie prywaciarzem, chcący prowadzić firmę. A i tak na zakup tego nikomu niepotrzebnego kawałka ziemi, na którym pasły się barany, trzeba było mieć specjalne pozwolenie.

Superocjciec pozwolenie zdobył bo to jednostka uparta; w domowym archiwum zachowane jest zdjęcie pustego pola ze świeżo usypaną drogą z czarnej szlaki-początek inwestycji na końcu drogi. Nikt nie tworzył specjalnych stref ekonomicznych, nie prosił o tworzenie miejsc pracy,  bo tych czekających na wykształconych fachowców było teoretycznie znacznie więcej niż owych fachowców.  Na zatrudnianie ludzi z wyższym wykształceniem składało się wtedy zapotrzebowanie. Mam takie złożone do wojewody, wyszczególnieni są na nim, niczym  kolejne pozycje w spisie materiałów budowlanych inżynierowie i technicy różnych specjalności. Wojewoda był uprzejmy zgody udzielić i podzielić się cennymi a deficytowymi fachowcami z różnych dziedzin, jednak w ilości mniejszej niż owo zapotrzebowanie, z obawy o dobrostan państwowych zakładów pracy, gdzie tychże deficytowych fachowców również pożądano. Również w domowych dokumentach przechowuję pozwolenie na zatrudnienie większej ilości osób, niż dopuszczalna wtedy w środkach produkcji będących własnością prywatną, podpisane przez właściwego ministra. Wniosek złożył doń sekretarz komitetu centralnego jedynej słusznej partii, odpowiedzialny za odcinek dziurotwórstwa w polskiej gospodarce, gdy okazało się, że trudne dziury, wbrew powszechnej opinii da się robić na miejscu i to w piwnicy, zamiast importować za ciężkie dewizy i wspierać gospodarkę zgniłego zachodu.

Pierwszy przez trawę po pachy przeszedł nieskończony, autystyczny informatyk, z którym nikt nie chciał pracować, bo nie cierpiał głośniejszych dźwięków i profilaktycznie, dla zdrowia, spożywał czosnek w ilościach hurtowych. Wszyscy pracownicy z końca drogi śmiali się z niego, ale w końcu zaczęli korzystać z wydeptanego śladu na trawie, który powoli stał się ścieżynką.

Ja zaczęłam chodzić na ukos przez łąkę, kilkanaście lat później, gdy wiodła przez nią już solidna ścieżka, w całkiem innej rzeczywistości.

I jestem jedyną osobą, która z niej korzysta, by dojść do pracy. Reszta podjeżdża samochodami lub dociera do przystanku autobusowego przy wyasfaltowanej za unijne pieniądze ulicy. Ścieżka więc powoli zarasta, za chwilę zacznie prowadzić donikąd a potem zniknie.

Dziury, jak wszystko, taniej robi się daleko stąd. I nie robią ich malutkie firmy na końcach dróg, systematycznie zabijane przez coraz to wyższe wymagania stawiane przez kolejne instytucje nadzoru. W ciągu ostatnich kilkunastu lat branża dziurotwórcza praktycznie przestała w Polsce istnieć. Nawet jeśli na metkach figuruje polski wytwórca, to zawartość powstaje gdzie indziej, gdzie łatwiej uniknąć niezapowiedzianych kontroli i ominąć brak certyfikatów. Na kolejnych branżowych szkoleniach spotykaliśmy się  w tym samym, ciągle zmniejszającym się składzie, ze zgrozą  wymieniając informacje o tym, kto kiedy się zamknął. Już trzy lata temu usłyszałam za plecami opinię kogoś z wysokiego urzędu, że dziury w Polsce robią już tylko hobbyści.  Nie jesteśmy ważni, dziurotwórcy tworzą tak znikomą ilość miejsc pracy, że nie warto nas chronić. Dobra zmiana nawet nie zadbała o wysłanie do Brukseli przedstawiciela, który miałby wpływ na kształt nowego prawa, które wkrótce zacznie nas obowiązywać. Ba, nas nawet nie ma kto poinformować o ostatecznej wersji za chwilę wprowadzanych zmian. 

Zresztą nie jest istotne, czy zmiany są mniej czy bardziej niekorzystne. Udźwignąć ich wprowadzenie mogą wyłącznie duże organizacje i nie dysponuję taką ilością sobót, niedziel i dni międzyświątecznych, w których załoga ma wolne oraz potencjalnie niedospanych nocy, żeby to ogarnąć. Potrafię, ale już nie chcę. Ileż życia można spędzić za biurkiem tyrając praktycznie tylko na to, aby pracować mógł ktoś?

Krwiopijcy przedsiębiorcy nie tworzą miejsc pracy charytatywnie, tworzą je po to, aby bez skrupułów wyzyskiwać tych, którzy je zajmują.

Najlepszym moim pracownikiem jestem ja sama.

Kilkanaście lat temu na progu mojego warszawskiego mieszkania stanęła była już dziś szefowa produkcji i kazała wracać do Miasteczka, bo jak nie ja, to kto? Zapomniała mi powiedzieć, bo sama nie wiedziała, że żąda niemożliwego, więc się udało.Ta praca nigdy nie była moją pasją ani marzeniem, ale wykonywałam ją tak, jakby nim była.

Ponad trzy  lata temu pochylona nad tabelką zdecydowałam, że to już koniec...Ale była załoga,która całe życie robiła dziury i nie potrafi nic innego, tradycje rodzinne robienia zamiast pieniędzy rzeczy nieprostych a pożytecznych. Znów kilka miesięcy niewiarygodnego tyrania,  dołożyłam do dziur małe, niebieskie pakieciki, wydzierając szansę na zarobek na miskę ryżu z czyichś małych rączek, gdzieś daleko stąd.  Wszyscy się cieszyli, przybyło mi pracy ale miało przybyć i pieniędzy. Starzy czytelnicy tego bloga wiedzą, że zaczęłam się tu pojawiać coraz rzadziej i rzadziej...

Jesienią znów pochylałam się nad tabelką w a potem rozejrzałam się wśród tej żałosnej resztki znajomych, która mi została: nie znam nikogo, kto od czternastu lat nie był na urlopie. Dziś nikt już nie chce formować dziur podłużnych z otworami przelotowymi naprzemianległymi i zawijać pakiecików pod presją odpowiedzialności za płacę minimalną a taka jest niestety wartość rynkowa zawijania -naprawdę są prace warte tylko tego wynagrodzenia, choć wszyscy uważają, że nie warto za nie pracować, skoro nie można wyżyć.

Jej wzrost, obok absurdalnego wzrostu unijnych wymagań ostatecznie miał znaczenie decydujące.

Jeszcze przez kilka tygodni ważyć się będą losy małych niebieskich pakiecików...

W czwartek linia produkcyjna firmy na końcu drogi wypluje ostatnią serię dziur. Do świętowania czterdziestolecia produkcji brakło roku. 

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • m_ysz_ka

    :( Jakoś tak smutno. Ale z drugiej strony nie warto pracować ponad miarę kiedy właściwie nie wiadomo dlaczego. Pracownicy sobie poradzą jakoś. Oni to pewni bywali na urlopach w ciągu ostatnich 14 lat prawda? Powodzenia!!

  • Gość: [czekolada72] *.dynamic.chello.pl

    Oj, bardzo to smutne :(

  • Gość: [aagnieszek] *.dynamic.chello.pl

    O rany :( trudna decyzja na pewno...

  • emalaka

    Smutno się zrobiło

  • ewarub

    O sobie pomyśl! O sobie!

  • Gość: [noemi] *.dynamic.chello.pl

    Trudna decyzja, ale z pewnością Twoja decyzja jest słuszna. Wspieram zdalnie.

  • Gość: [nikt] *.lodz.dialog.net.pl

    zmiany są trudne
    ale zawsze mogą być zamianami na lepsze
    smutne, że uczciwa, potrzebna i ciężka praca - się nie opłaca........

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci