Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1029 Notka starannie ogryziona

zakladka

Od kilku tygodni czaję się z aparatem na nowego rezydenta firmy na końcu drogi.

Z miernym skutkiem. Zawsze kiedy go widzę, a właściwie rejestruję kątem oka ruch na dworze, mam na nosie okulary do czytania. Zanim założę te do dali, zanim znajdę telefon i uruchomię aparat, zanim podpełznę do okna tak, żeby go nie spłoszyć i ustawić ostrość już spłoszy go coś innego. Rezydent w podskokach gna za halę i zaszywa się gdzieś w świerczkach.

Jako dobrze wychowany gospodarz nie będę przecież gościa denerwować i w świerczki nie polezę.

Gość wlazł na teren firmy  gdzieś w okolicach świąt i ani myśli sobie pójść.Nie wiadomo też, którędy wszedł, bo w dzień ruch w okolicach bramy jest zbyt duży a po zmierzchu brama starannie zamknięta. Mamy jakiś podkop pod płotem od strony lasu ale chyba sarny pod płotem nie przełażą?

Sarenek co prawda prześliczny, rudo-szary, błyska białym lusterkiem na zadku i obnosi dumnie całkiem spore różki, ale zeżarł już chyba wszystko, co w granicach płotu było do zeżarcia i straszymy poobgryzanymi badylami sterczącymi wszędzie, jak okiem sięgnąć spod śniegu.

Doprawdy nie wiem co on jeszcze ma tu do skonsumowania. Wieczorem pod płot podchodzą inne sarny, poznaję po świeżych śladach na śniegu i chyba usiłują nakłonić go do powrotu na łono natury-niestety choć dwa razy już zostawiłam furtkę otwartą rezydent nie dołączył do swoich.

Ostatnio zrobił się mniej płochliwy i nawet w środku dnia roboczego potrafi podejść do płotu żeby uraczyć się tym, co jeszcze na płocie się pnie. Zaczaiłam się z aparatem i już miałam zrobić pstryk, a tu pani F. otworzyła drzwi do magazynu. Sarenek podskoczył i w popłochu rzucił się w kierunku furtki, szczęśliwie wypadł przez nią i bryknął w sosenki.

Uff...ulżyło mi ogromnie, mimo braku pamiątkowego zdjęcia oraz elementarnego "dziękuję za przechowanie".

Oświadczyłam Superojcu i załodze, że koniec z gapieniem się w okno, śliczności poszły skąd przyszły i zapewne w końcu dołaczyły do swoich, po czym zamknęłam furtkę.

Dwa dni później, jak gdyby nigdy nie wychodził, cwaniak podszedł pod okno biura  i stał sobie spokojnie, oczywiście do chwili gdy trzymałam już telefon w ręku.

Dziś się poddałam i przyszłam do firmy z reklamówką obierzyn ziemniaczanych i czterema marchewkami. No przecież gościa głodzić nie będę.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • ewarub

    Zwierzaki znają się na ludziach ;-)

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci