Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1050 Notka o dopieszczaniu

zakladka

To jednak będzie trudny związek.

Ja preferuję w niedzielę perwersyjne rozrywki w stylu kilka kilometrów przez atrakcyjnie błotnisty las za płotem, ale Józef postanowił zatrzymać mnie w domu. Znów wybrał czułe pieszczoty w oparach octu. Jeśli już, wolałabym inne opary, ale chwilowo, z powodu sporego zapotrzebowania Józefa, brakło w firmie medycznego spirytusu. Damy jak wiadomo piją tylko czysty, więc i tak bym nie skorzystała, ale on ponoć owszem, bo to lekarstwo na jego dolegliwości.

Pozostał więc ocet i dokładne przemywanie zmoczonym kompresem każdego józefowego listka, z których należało odczepić mocno przywarte tarczniki.

Józef prawda ułatwił mi nieco zadanie zarzucając od poprzedniej soboty ponad połowę, ale to nie jest pożądany efekt, bo łysi średnio mnie kręcą, zwłaszcza jeśli są oleandrami w średnim wieku. I tak ma szczęście, że nie skreślam od razu egzemplarzy specjalnej troski.

A tak dobrze się skubany maskował! Kiedy pan Sąsiad zapytał, czy reflektuję na rzeczonego oleandra to oczywiście najpierw się ucieszyłam, bo kwiatek to kwiatek, pierwszy jaki dostałam od faceta od jakiś dwudziestu lat! Przytomnie zadałam jednak mnóstwo pytań, w celu ustalenia, czy też zielsko nie ma jakiś wygórowanych wymagań, bo naczelna, przyjęta kilka lat temu  zasada " nie biorę już niczego, co trzeba karmić"  obowiązuje. Pan Sąsiad zarzekał się że instrukcja obsługi nieskomplikowana, facet niewymagający jest i niespecjalnie  rozpieszczony: tylko podlewać i schować na zimę, nawet przytulać specjalnie nie trzeba. Teoretycznie  ogólnie niekłopotliwy miał być, więc dałam się zwieść, zapominając, że facetom ufać nie należy. Misiasty złapał delikwenta za pieniek i zaparkował go w naszym garażu. Dostał na imię Józef, bo jak inaczej nazwać oleandra otrzymanego 11 listopada w stulecie odzyskania niepodległości?

A potem okazało się, że Józef jest nieruchomością z mocno obciążoną hipoteką i wieloma lokatorami i kolejne soboty albo niedziele spędzam na inwentaryzacji józefowego ulistnienia. Jeśli po tym kolejnym przeglądzie, mocnej dawce alkoholu, octu i pokrzywy mu się nie poprawi to czeka go chemia.

Mam nadzieję, że tarczniki zrozumieją, że nie ma szans, abym obdarzyła je ciepłym uczuciem i się wyprowadzą, zanim ktoś im doniesie, że w tym domu jest jeszcze 50 innych doniczek z zielskiem.

1049

zakladka

-Chciałem cię zapytać...Bo u pani S. wiesz, tam u niej w tym klubie...Ale to nie jest dla emerytów!- zastrzegł szybko Superocjciec. -Są tam takie zajęcia i ona pytała czy nie chcesz do niej przyjść? Tam są pokazy dla kobiet.Tak dla odprężenia.

Przerwałam stukanie w klawisze i przeniosłam wzrok z ekranu na Superojca.

-Co miałabym robić na tych zajęciach?

-Kwiatki z bibuły czy coś..-zdefiniował niezwykle precyzyjnie

-Ja? Kwiatki z bibuły? Dla odprężenia?

-Tak jej powiedziałem. Że nie masz czasu!- skwitował Superojciec i opuścił biuro.

 

 

1048

zakladka

Zwolnię jak nic tę resztkę załogi. Zwolnię. No. Co za nieczułe, sadystyczne pokraki: zostawić szefowej na piątkowe popołudnie w pokoju socjalnym torebeczkę z napisem "krówki". Chyba po to, aby siedząc sobie w domu i celebrując piąteczek, myśleć jakąż to rzeczona szefowa będzie mieć minę po tym, jak zajrzy do torebeczki i stwierdzi, że to najobrzydliwsze krówki o smaku miętowym, dokładnie takie, jedyne, jakich ona nie cierpi. Właśnie obmyślam zemstę. Chyba zaraz przedrukuję te zlecenia produkcyjne na poniedziałek tak, żeby każda dostała robotę, której nie lubi. Oszczędzę może panią L., która przychodzi tylko na zlecenia w dniach górki zamówieniowej i tak się jej podoba, że przynosi domowe ciasta.

1047 Notka z okopów

zakladka

Nic nie powstaje tak szybko, jak chaos.

Wróć!  chaos był wszak zawsze, to potem ktoś się uparł wprowadzić porządek. Narzucony firmie na końcu drogi drakońskimi wymaganiami po dobrze ponad czterdziestu latach został zepchnięty do defensywy.

biuro_19122018

Dość skutecznie zepchnięty. Tak wygląda delegatura centrum dowodzenia św. Mikołaja. Nie pokazujcie tego dzieciom! Niech nadal myślą ,że to elfy w czerwonych sweterkach z życzliwymi uśmiechami na ustach wiążą te kokardy na prezentach. Spedycji nie pokażę za nic. Stosy kartonów po sufit,  dziesiątki walających się pod nogami pustych roleczek od taśmy klejącej, ciągłe szukanie noży... Równe rzędy regałów odeszły w przeszłość, już nie mieścimy 2000 dziur podłużnych w jeden kartonik. Teraz szalejemy wózkami i przestawiamy palety. Misiasty został operatorem wózka widłowego i jest z niego tak dumny, jakby dostał samochód. Po raz kolejny okazało się, że to szef ma najmniej potrzebne kwalifikacje zawodowe i kiepsko idzie mu sterowanie wózkiem, bo tam lewo to prawo a prawo to lewo.

W kątku firmy nadal pani A., B.,C, D usiłują zachować spokój i zawinąć resztkę niebieskich pakiecików, jedynie one są nadal zorganizowane, uporządkowane i ...czyste.

Ja już nie. Sezon na prezenty!  Kurierzy nad nienawidzą.Nasze paczki to prawie maksymalny gabaryt, potrafimy jednodniowym urobkiem zapełnić dwa kurierskie samochody. My powoli zaczynamy nie lubić klientów, którzy oczekują dostawy w poniedziałek rano rzeczy zamówionej w sobotę wieczorem. Cały grudzień przychodzę do pracy na 6.00, wychodzę o 19.00.

Biuro, które wygląda jak po nalocie CBA, ja z włosami jak Snape,  w kufajce, rękawicach roboczych z bransoletą z taśmy na przegubie, z nożem w zębach, cztery plączące się pod nogami koty. Dostawa z Włoch, wysyłka do Grójca, szukanie dostawcy opakowań do resztki pakiecików, bo stary dał ciała, telefony od klienta zmieniającego zamówienia z dziś na przedwczoraj, klnący na podjeździe kurier... Słyszę "dzień dobry ", odwracam się i widzę bardzo elegancką kobietę w kurteczce obszytej futerkiem, w bucikach na obcasiku, z makijażem i fryzurą, z torebunią w dłoni. Patrząc gdzieś poza mnie ta pachnąca czymś słodkim istota  z uśmiechem pyta o szefową. W panice zastanawiam się czy się przyznać?

Demaskuje mnie Brat, pokazując paluchem. Zamieniam nierozgarniętą minę na zawodowy uśmiech-pani to prawdziwa bizneswoman, dostawca opakowań, przywiozła nam firmowe kalendarze. I gwiazdę betlejemską, która jakoś upchnęłam na biurku i czekam kiedy z przerażenia opadną jej listki. 

1046 Notka pseudokołczingowa

zakladka

 -Niech pani pójdzie, co to pani szkodzi, przecież zawsze chciała pani pracować jako pielęgniarka a to pokrewne.

-Nieee, nie dam rady.

-Musi pani dać!

Jedna z pracownic firmy na końcu drogi, pani F. ponad dwadzieścia lat temu zdobyła dyplom i nigdy nie zrobiła z niego użytku, ale zaraz na początku pracy przyznała się, że to praca jej marzeń. Przyznała się z oporami, oswajanie pani F., zmuszenie do rozmowy, zmuszenie do robienia rzeczy "nie potrafię, nigdy tego nie robiłam" trochę trwało. Przez pierwsze miesiące pani F. przychodziła do pracy z słuchawkami na uszach, spowita w głęboką czerń.

-Od dawna jest pani wdową?- zadał jej pytanie Brat

-Ja? Jestem rozwiedziona.

Podczas prawie trzech lat  pracy w firmie na końcu drogi  F. straciła kolce, zdjęła czarne ciuchy, skróciła włosy, zaczęła z nami rozmawiać. Jakby urosła i pojaśniała.

W  zeszłym roku została na siłę wypchnięta przez szefową do szkoły w celu podniesienia  kwalifikacji.

-Ale już koniec października.

-Zapytać nie zaszkodzi, pani idzie, dostosuję pani godziny pracy do wykładów.

-Ale ja się już chyba nie nauczę.

-Tutaj nauczyła się pani wszystkiego od nowa, takie postępy pani zrobiła a tam pani nie da rady? Praktyki są! Zwolnię panią jak pani nie pójdzie!

Pani F. poszła, nauczyła się, zaliczała kolejne przedmioty na piątki..  Szefowa odwalała część jej roboty w dni, gdy zajęcia zmuszały do wyjścia z pracy wcześniej.

Znalazła pracę jako opiekun medyczny i pożegnała się z firmą na końcu drogi, dość rozsądnie w tej sytuacji.  Po dwóch miesiącach stwierdziła, że fajnie jest i że może jednak odnowi papiery pielęgniarki, bo w nowej pracy też namawiają. Zawiesiła szkołę, zaczęła odrabiać pół roku wolontariatu w szpitalu.

-Stwierdziłam, że jak pani się nie poddaje, to ja też! Dam radę! -oświadczyła szefowej z końca drogi podczas sentymentalnej wizyty w firmie (przyszła w pomarańczowej! bluzeczce) w odpowiedzi na pytanie, jak daje radę łączyć pracę na zmiany i naukę zawodu od nowa.

-Nasza F.???- dziwiła się reszta załogi, gdy podzieliłam się z nimi informacjami o planach byłej koleżanki. -Nasza?

Pani F. zdała egzamin, pracuje, załoga podczas wizyt własnych i rodzinnych spotyka ją w szpitalu. Wróciła do szkoły, jednak dokończy zdobywanie pokrewnych kwalifikacji. Jak skończy rusza do roboty do kliniki w mieście wojewódzkim, na razie jeszcze poćwiczy na obywatelach Miasteczka.

Kogoś jeszcze dobrze kopnąć?

 

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci