|
niedziela, 29 stycznia 2012
dla Annomalki:) Moja Najlepsza Koleżanka zgłosiła zapotrzebowanie na coś bezmyślnego, że ja niby muszę i tak. Ok- nie muszę, ale co mi szkodzi... Ileż wzbogacających zabaw można wyszukać na blogach! Wybierz najbliżej leżącą Ciebie książkę. Przewróć na stronę 45. Pierwsze zdanie opisuje twoje życie seksualne w 2012 roku "Obydwa pręty się wydłużają, a więc działają w nich siły rozciągające."- wieszczy "Wytrzymałość materiałów". Dalej jest o równaniach momentów. Usatysfakcjonowana?
środa, 25 stycznia 2012
Pustynia rozciąga się pośrodku sporego kraju w Europie. Jak okiem sięgnąć ze wschodu na zachód i z północy na południe nic nie widać. Jednolita, spokojna linia horyzontu. Może gdzieś za horyzontem jest inny świat, ale tutaj tylko pustka. Taki widok mam z okna mojego domu, w którym mieszkam z dorosłym autystą z przymiotnikiem atypowy. Dwa lata temu poddawszy się ostatecznie, zrezygnowałam z kolejnych prób szukania wszelkiej "opieki" i "wsparcia". Każdy ma prawo do zmęczenia, zniechęcenia i odpuszczenia sobie wykonywania czynności nie przynoszących żadnego rezultatu, chyba, że nazywa się Syzyf. Ja też, zwłaszcza, że autyzm atypowy nie jet moim jedynym taszczonym pod górę kamieniem. Ileż razy można ze spokojem przyjąć gest rozłożonych rąk z komentarzem: "my nie mamy oferty/ nie jesteśmy odpowiedni/ kompetentni" i głupią, bezduszną radę: "proszę szukać dalej", bez wskazania choćby kierunku, w którym szukający ma pójść? Czym innym jednak moja prywatna decyzja o radzeniu sobie samej a czym innym wymagania systemu opieki. Zrezygnowana, zapisałam się do pierwszej według alfabetu i urzędującej w najbliższej przychodni pani doktor psychiatry, w celu posiadania kogoś, kto mi wystawi od czasu do czasu wymagane przez system zaświadczenia, potwierdzające, że Misiasty dalej jest misiasty, a ostatecznie posłuży jako koło ratunkowe, gdybym nagle przestała dawać sobie radę i jednak potrzebowała pomocy. Pani doktor "na A" okazała się osobą sensowną, zrozumiała potrzebę wizyt u niej i była uprzejma nie odesłać na gdziekolwiek nie_wiadomo_gdzie, rozkładając ręce, mimo że bezproduktywnie zajmowaliśmy jej czas. Dwa lata było dobrze. W tym roku przychodnia nie ma kontraktu. Nie wiadomo gdzie szukać ani pani doktor,ani innej przychodni z kontraktem. Ostatecznie mogę pobrać kserokopię sporządzonej tam dokumentacji pacjenta, bo to daje mi nikłą szansę nie spowiadania się, po raz nie wiem który, ze swojego życia od momentu poczęcia Misiastego, innej pani doktor, w innej przychodni... Gdyby Misiasty był dzieckiem, pewnie pozbierałabym się i po raz kolejny mogłabym uruchomić resztki determinacji,cierpliwości, wytrzymałości, zdecydowania, desperacji, siły, czasu i pieniędzy, i ruszyła szukać pomocy. Mamiłaby mnie złudna nadzieja, że coś da się zrobić i że może być lepiej, napędzałoby mnie nie zaduszone do końca poczucie obowiązku, zrobienia dla swego dziecka wszystkiego, co możliwe. W zrobienie czegoś już nie wierzę-malutkie postępy, jakie robimy są i tak konsekwencją naturalnej dojrzałości Misiastego i autorskiej, z nikim nie konsultowanej, wspólnie prowadzonej terapii Zakładek, opierającej się na perfekcyjnej znajomości obiektu, lekturze, zdrowym rozsądku i intuicji. Poczucie obowiązku robienia wszystkiego, co możliwe dawno zostało zredukowane, bo nie tylko obszar realnych możliwości okazał się nieskończenie malutki, ale i wyobrażalnych jest niewielki, bo karmiony tylko moją osobistą wyobraźnią. Patrzę na znanych rodziców, podczytuję tych nieznanych i nie działa to na mnie motywująco. Wszyscy ci, którzy walczą są młodsi stażem, od mojej ściany /oby nigdy do niej nie dotarli!!!/ trochę jeszcze ich dzieli. Reszta posunęła się na ławeczce dla zrezygnowanych i patrzy na mnie z niemym: "witamy, wiedzieliśmy, że w końcu obok nas usiądziesz". Mam wrażenie, że mój problem można jednak prosto rozwiązać. Może ktoś byłby uprzejmy i powiedział , którędy do Nibylandii?
Tak, wiem, że w Nibylandii Misiasty dalej miałby autyzm. Rzecz w tym, że bycie dzieckiem autystycznym jest okrutnie niewygodne, ale wciąż jeszcze coś można. Bycie dorosłym autystą jest już tylko okrutnie niewygodne. To którędy? Ja szybko, szybciutko, zgubię swoje dziecko. Powinno, jak wszyscy zagubieni chłopcy, zostać tam i nigdy nie dorosnąć.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Dziś rano po otwarciu drzwi domu stanęłam oko w oko z dzięciołem siedzącym na gałęzi leszczyny. Potem na czereśni zaskrzeczały sójki. Z krzaka kaliny zerwały się dwa czarne kosy. Starożytni z drobnych znaków wieszczyli przyszłość. Specjalnie trudne to to nie jest. Dzięcioł gwarantuje mi cały tydzień stukania w klawiaturę, od świtu aż do czarnej /kos/ nocy, bo przede mną ostateczny termin oddania dokumentów, które piszę, piszę i jakoś napisać nie mogę /sójka/. Stada uciekających sikorek bogatek objaśniać państwu nie muszę... Starożytni wróżyli też z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Ale sokoro im nie pomogła w zapłaceniu, to jak pomoże nam?Sąsiad przywiązuje codziennie na łańcuchu między sosenkami białą kozę. W końcu zawsze można zeznać, że z lasu wyszły wilki. Głaz narzutowy przed bramą posłużyłby za ołtarz ofiarny... Stop. Czy ja rzeczywiście jestem ciekawa, co ta koza ma na wątrobie? No i takie praktyki w kraju katolickim, kiedy na ten tydzień przewidziano wizyty duszpasterskie na naszej ulicy? Bardziej poprawne będzie poproszenie o wsparcie św. Jadwigi Śląskiej, podobno patronki zadłużonych. I logiczne. Placówka pod jej wezwaniem jest nam winna za dziury z dziesięć faktur... No cóż, w razie czego faktycznie rozpatrzymy wariant kozy. Czy kozina jest smaczna?
środa, 18 stycznia 2012
Na mojej drodze do pracy już trzeci dzień piętrzy się stos kłód. I to nie jest metafora, kłody są jak najbardziej realne, ciężkie grube,pachnące żywicą. W dodatku codziennie drogę tę przebiega mi czarny kot... W sosenkach czai się rogata bestia... Droga z pacy za chwilę się dopiero rozpocznie, nie wiem jak wygląda, bo nie jestem kotem ani sową. Siedzę sobie i przeglądam różne bazy literatury bardzo poważnej, w celu pozyskania informacji niezwykle istotnych dla Dozorującego Wysokiego Urzędu acz całkowicie zbędnych z naszego punktu widzenia, a tu w jakiejś obcojęzycznej, nominowanej do nagrody za nudziarstwo pożyteczne publikacji ...dziura z początku drogi. Jako ilustracja do artykułu instruktażowego, jak używać dziur. We własnej dziurawej rozciągłości, z własnym niepowtarzalnym koreczkiem, ujmowana raz z lewa raz z prawa... Jakim cudem ona wyemigrowała za wielką wodę?
sobota, 14 stycznia 2012
Kiedy wczoraj o zmierzchu wychodziłam z firmy wszystko dookoła było doskonale białe. Wszystko, z wyjątkiem brudnego prostokąta trawy, który przed śniegiem ochronił stojący tam wcześniej samochód pana Mariana. Na środku prostokąta siedziała prawie zupełnie niewidoczna Czarna Niewdzięczność. Ciężki jest los czarnego kota zimą-pomyślałam i dosypałam do michy... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Po linii
Zaglądam
Znajome z magla:)
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||