Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.
Kategorie: Wszystkie | Cała wstecz | Linia produkcyjna | Misiasty | Prototypy
RSS
niedziela, 20 maja 2012

Droga Najlepsza Koleżanko,

oczywiście pamiętam o Twoim życzeniu, choć jestem zdziwiona, że kogokolwiek może interesować moja ściana.

Pierwszy po otwarciu oczu jest oczywiście sufit, choć rzadko, bo sypiam na brzuchu i najczęściej otworzywszy jedno oko widzę najpierw poduszkę. Na poduszce nie znajduję jednakże niczego i nikogo interesującego, ha, trudno!, zresztą na suficie niestety takoż.

Za to faktycznie, ściana okazuje się, ma pewien potencjał, o czym przekonałam się wczoraj, przy sobocie poświęcając jej nieco uwagi, bo wbrew Twoim podejrzeniom nie gapię się na ścianę, z prozaicznej przyczyny braku czasu oraz obawy, że znajdę nań kolejne niedoskonałości, które zachwieją moim przekonaniem, że potrafię własnoręcznie położyć gładź gipsową, a nie ma mowy, nie dam sobie odebrać satysfakcji z tego osiągnięcia.

Otóż mianowicie na ścianie zlokalizowałam jakiś szary niewielki obiekt, który po bliższych oględzinach okazał się być malusieńką gąsieniczką, szarą z brązowym łebkiem. Gąsieniczka tkwiła centralnie nad komodą, dokładnie na wysokości moich oczu.

Dzielenie ściany z gąsieniczką w zasadzie nie  wchodzi w zakres moich upodobań, ale postanowiłam się poświęcić, skoro tak bardzo Cię moja ściana interesuje. Dlatego też, zrezygnowałam z przyjętej zazwyczaj na taką okoliczność procedury i nie wysiedliłam gąsieniczki via okno na drugą, zewnętrzną stronę ściany. Mam przy tym nadzieję, że sypianie z gąsieniczką, bo jej obecność w mojej sypialni można tak zinterpretować, nie zostanie uznane za coś zgoła niestosownego?

Obserwacja gąsieniczki w przeciągu kilku godzin pozwoliła określić kierunek jej wędrówki.  Pięła się w górę, lekko po skosie w prawą stronę, aż do późnego popołudnia. Dotarłszy  wieczorem pod sufit zaparkowała w miejscu styku płaszczyzn. Tam pożegnałam ją na noc, domyślając się, co znajdę w tym miejscu rano.

Faktycznie, przewidywania się sprawdziły, niedzielny poranek ujawnił pod sufitem niewielki kilkumilimetrowy kokonik, zatem gąsieniczka postanowiła zostać ze mną, a zatem i z Tobą na dłużej. Z mojego doświadczenia wynika, że jakiś czas teraz upłynie,  zanim na ścianie zdarzy się cokolwiek interesującego, ale to nastąpi, a Ty z  pewnością będziesz poinformowana jako pierwsza.

Tymczasem szykuj się na pępkowe, czy jak to zwał, bo o ile wiem lokalizacja pępka u owada nastręczać może pewne trudności, powitamy godnie to istnienie, które szykuje się do życia wewnątrz kokonika, choć nie wiem, czy owo istnienie przypadkiem nie może nas zaskoczyć w sposób,  w który zaskakiwane być nie chcemy.

Wolisz motylka czy ćmę? 


Serdeczne pozdrowienie spod kwitnącego, jak głupi, krzaka kaliny

Zakładka

piątek, 18 maja 2012
Agenta nam zmienili.
Z brzydkiego na ładnego.
Niedobrze.

Firma na początku drogi ma czasami do czynienia z pewną agencją przez duże "A", i choć to nie ta agencja przez "A" największe, to jednak czujemy przed jej przedstawicielami respekt, ponieważ mogą o każdej porze dnia i nocy wpaść i wpisać się do książki kontroli przedsiębiorstwa, w związku z nadzorem nad pewnym rodzajem dziur podłużnych produkowanych przez firmę.
I dzisiaj właśnie agenci wpadli, jak zwykle bez uprzedzenia.
Mniejszy przodem, większy za nim. Mniejszy starszy, większy młodszy. Starszy brzydszy a młodszy.....
Auć!
Młodszy, ledwie obejrzany przez okno pokoju socjalnego przez żeńską część załogi wzbudził zachwyty.
Starszego agenta oswoiłam już przy okazji poprzednich wizyt, współpraca układa nam się poprawnie, przeglądamy dokumenty bezkonfliktowo, sprawdzamy, pieczętujemy sprawnie protokoły kontrolne i rozstajemy się zadowoleni do następnego razu, czyli  żyjemy w zgodzie, głownie z tego powodu, że całe nasze wspólne życie ogranicza się do zagadnień dziurotwórczych, o których agent wie niewiele a ja wszystko, podział kompetencji jest zatem przejrzysty.
Młodszy agent został zaprezentowany przez starszego, po czym zgodnie z zasadami sztuki poprosiłam o identyfikator i upoważnienia, głównie po to aby przyswoić nazwisko, bo zazwyczaj mam problemy z zapamiętywaniem takich danych tylko ze słyszenia i błogosławię istnienie wizytówek. Na papierze widniało Tomasz X., zapamiętałam i przeszłam do trudnego dla mnie kodowania obrazu faceta i zapisywania go pod właściwym hasłem w mózgu, bo pamięć do ludzi mam nieszczególną, a agenta należałoby zapamiętać dokładnie.
Zapamiętałam. 
Drobiazgowa lista pytań, którą wyciągnął z aktóweczki wytłoczonej w krokodyli wzorek  doprowadziła mnie swoją obszernością do rozpaczy.
Nie, żeby pytania trudne były, podstępnie podchwytliwe  czy zaskakujące, ale udzielenie nań odpowiedzi pochłonęło cztery godziny mojego czasu. Agent robił notatki a ja, siedząc za biurkiem i wyciągając kolejne dokumenty, patrzyłam na agenta. Na drogi garnitur, koszulę ze spinkami z wygrawerowanym monogramem, wyczyszczone do superbłysku buty, markowy zegarek, wieczne pióro trzymane w ręce, której  paznokcie z pewnością wiedzą co to pilniczek i polerka, nienaganną fryzurę i zastanawiałam się, czy on jest faktycznie z agencji właściwej dla dziur czy może z tej przez największe :"A"? 
Do tego dodam, że wie o dziurach sporo i nie tylko sprawia wrażenie, ale jest z pewnością dziuro-kompetentny.
Straszliwie kontrastował z agentem starszym, który niczym wymięta kupka łaszków nieefektownie spoczywał w jednym z foteli przy stole, popijał kawę  i poziewywał, w czasie gdy młodszy pytał i notował.
W dodatku agent młodszy /przy czym zaznaczam, że młodszy od kolegi a nie ode mnie/ starał się mnie oczarować, czym sobie nagrabił, bo na gruncie służbowym jestem absolutnie nieoczarowywalna, a faceci, próbujący połączyć przyjemnie z pożytecznym natychmiast wzbudzają moją czujność.
Trudno żeby nie, kiedy w pewnej chwili, przy poprawkach na stronie 14 padło:
-...Tomku, proszę do mnie mówić Tomku -okraszone pełnym, wybielonym uśmiechem.

Panie Tomku?
Agencie Tomku?
Tomasz, TOMASZ ma na imię !

Niedobrze.
No i klops.
Zapomniałam podsunąć Czarnej Niewdzięczności aneks do umowy o pracę, w którym wyraziłaby zgodę na upublicznienie swojego wizerunku w sieci.
Wykorzystanie zdjęć niewdzięczników /skąd ona wie???/ odebrała chyba jako zbytnią ingerencję w swoją intymność, bo wczoraj Pan Operator zauważył przez okno, jak z którymś dziecięciem w mordce zmierzała w kierunku szopy magazynowej.
Tam to ja jej już nie namierzę, mowy nie ma, w końcu sama nie do końca wiem co w czeluściach szopy można znaleźć, za to  wiem, że dwóch czarnych kociąt z pewnością nie można.
I tak Czarna Niewdzięczność zbuntowała się przeciwko byciu celebrytką, widocznie parcia na szkło monitorów nie ma, blogowa sława jej nie kręci.
Zupełnie jej się nie dziwię, w końcu informacja o tym, że trzyma dzieci w beczce, może być różnie interpretowana, profitów żadnych z tego nie ma, nikt nigdzie kotki nie zaprosił, wywiadu nie zrobił.
Cóż, musimy poczekać, może, jeśli ją skuszę obietnicą karmy z lepszej półki, zgodzi się na jakąś ustawkę.

Ostatnie, wczorajsze  zdjęcie ćwierćkotków, na podścielonej im troskliwie przez Superojca gąbeczce, zwieńczenie mojej kariery paparazzi...
wtorek, 15 maja 2012
Zajrzałam rano do kociej beczki robiąc remanent niewdzięczników.
Zwłoki podrzutka z magazynu spoczywały na piasku.
Cóż, trudno się dziwić po dwóch dniach miauczenia w zimnym magazynie...
Ale w sumie stan się zgadza: Czarną Niewdzięczność ssały dwa kotki.


Superojciec jest mało odporny.
Tak się przejął, że nawet karmę donosi pod nos kotce, martwiąc się, że biedactwo nie wylezie z beczki.
Jakby nigdy nie widział skaczącego kota.

Zdjęcie jest, dla wymagających, bo życzenia Czytelników spełniam, ale Czarna Niewdzięczność nie wita mnie entuzjastycznie, kiedy do beczki zaglądam, no i nie spodziewajcie się za wiele po moim telefonie.
Jeśli kotka uzna, że może mi dać pazurami po łapach lub twarzy to na fotorelacje proszę nie liczyć. Życzenia Czarnej Niewdzięczności spełniam bowiem służalczo, jak dobrze wytresowany pracodawca.
poniedziałek, 14 maja 2012
Drodzy Państwo, powtórka z rozrywki!
W tym roku niewdzięczników jest mniej.
Czarna Niewdzięczność powiła dwa, chyba całe czarne, ćwierćkotki.
A może półkotki, bo skoro Czarna Niewdzięczność jest w firmie stale, to nie jest już półkotem ale kotem pełnoetatowym?
Co zatem mam, licząc razem: kota, czy kota i pół?
Ot, zagadka matematyczna !

Zagadką jest też moment pojawienia się kociąt na świecie.
Obecność pierwszego wyszła na jaw dziś rano.
Zajrzałyśmy z panią A. do magazynu surowców, do którego zwykle nie chodzimy, bo nie mamy po co i usłyszałyśmy głośne zawodzenie. Po przeszukaniu licznych regałów z próbkami, na dnie kartonu obok worka z szarą masą, z której mogłybyśmy, gdybyśmy chciały, zrobić gumki do ołówków, znalazłyśmy małą, czarną kluseczkę z ogonkiem.
Śledztwo wykazało, że Czarna Niewdzięczność mogła ją tam podrzucić tylko i wyłącznie w piątek, kiedy drzwi akurat były otwarte. Pojawiło się pytanie: czy był to pierwszy przyniesiony przez nią futrzak,czy ostatni, którego nie zdążyła wynieść?
Czy samotna kluseczka piszczała tam całą sobotę i niedzielę?
Jeśli tak, to klient zamawiający rzadki rozmiar dziury nr 6 prawdopodobnie uratował niewdzięcznikowi życie.
Po otwarciu drzwi do lasu Czarna Niewdzięczność pojawiła się natychmiast, jakby za tymi drzwiami czatowała. Zostawiliśmy ją sam na sam z podrzutkiem, licząc że nam go z tej gumy zabierze, bo ciągłe trzymanie drzwi otwartych jest wykluczone.
Niestety, chyba miała nadzieję, że to paskudztwo adoptujemy, bo choć wskoczyła do pudła, to tylko kluchę obejrzała i...sobie poszła!
Dopiero gdy wywlokłam karton na zewnątrz, na słoneczko, bo żal mi było zmarzniętego i popiskującego ćwierćkotka i oświadczyłam, że nie mam zamiaru ponosić konsekwencji jej postępowania, postanowiła zachować się jak osoba odpowiedzialna.
Kiedy po dwóch godzinach  powtórnie zajrzałam do pudła było puste, za to popiskiwanie dochodziło ze stojącej obok pod daszkiem beczki z piaskiem.
W beczce znalazłam Czarną Niewdzięczność i maluchy.
Kociej nowelki ciąg dalszy z pewnością nastąpi...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 128
autyzm163v