Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1031 Notka -chyba-wiosenna

zakladka

Koniec drogi pozieleniał, mimo cało zimowych starań rogatego sarenka, który z determinacją forsował płot aby podjadać wszystko, co jeszcze było zielone.

I zaraz po tym, gdy poskręcane ogryzione kikuty zaczęły wypuszczać młode listki wszystko pokryło się bielą i nei była to biel oczekiwanych czereśniowych kwiatków.

czereniapodniegiemCóż, czereśni w tym roku nie pojemy, dobrze, że pani F. dba o stały zapas folii bąbelkowej w magazynie.

To wszystko przez Pana_sąsiada_od_pogody, który całkowicie zaniedbał swoich obowiązków i nie dostarczył rytualnego, pojawiającego się corocznie na mojej drodze do pracy i na blogu zwiastuna wiosny: aromatyczna kupa gnoju przeszła do historii. Przestała być potrzebna, pan sąsiad wybrukował ostatni kawałeczek swojego ogródka.

Moja droga do pracy i ewentualnie z pracy o ile zahaczam o sklep spożywczy, to razem jakieś 120 posesji. Od stycznia zniknęły z nich 43 drzewa. Przybyło jedno, najbliżej mieszkający sąsiedzi wysadzili na trawniczek przechowywaną od świąt choineczkę, trzymamy kciuki, żeby się przyjęła.

Małe niebieskie pakieciki ocalały-zmieniłam nadzorców. Przyszli, ocenili, wygląda na to, że są na tak, ale na ostateczny papier poczekamy jeszcze ze trzy tygodnie, wtedy będę mogła odetchnąć a ze mną żeńska część załogi, bo to ich miejsca pracy.

Męskiej części już nie ma, pan Operator przestał być potrzebny, bo zwyczajnie nie robimy dziur. Pożegnaliśmy się po kilkunastu latach pracy.  Trochę żal, wciąż mam nadzieję, że to dobra decyzja. Dla mnie, ja zyskałam trochę czasu, pan Operator jednak cały trzymiesięczny okres wypowiedzenia, o którym od ponad pół roku wiedział, że nadejdzie, obnosił się po firmie z ciężkim fochem, co spowodowało, że koleżanki pożegnały go z ulgą...

Zmiany, zmiany, zmiany i sprzątanie pozostałości zabierają cały czas. 

 

 

 

 

1030 Notka wbrew pozorom niesłychanie poważna

zakladka

Na kasowej taśmie jadą w stronę pani kasjerki kupione przeze mnie środki czystości. Na końcu podaję jej ostrożnie dwa płaskie mopy i dodatkowe drewniane kije.

-I bukiet, proszę! Z okazji Dnia Kobiet-rzucam sarkastycznie.

-O, jaki pomysłowy! - cieszy się stojący za mną pan.

Obrzucam pana ciężkim spojrzeniem i w duchu zaczynam przepraszać kobietę, prawdopodobnie istniejącą w życiu tego pana, za podsuniecie mu pomysłu na poziomie gimbazy.  Pani kasjerka wzdycha i dorzuca swoje spojrzenie. Płacę, zarzucam na ramię ciężką torbę i zaczynam zbierać moje kije, zastanawiając się czy wypada trafić nimi w pana, a potem złożyć reklamację, że ja do mopa chciałam, nie samobije...

-Da radę? -pyta pan, cofając się z lekka.

-KOBIETA nie da rady? -rzuca pani stojąca za panem.

-Głupie pytanie-podsumowuje pani kasjerka.

Bez wątpliwości spotkamy się w środę na głównym placu Miasteczka ubrane na czarno, żeby sobie feministycznie histeryzować w obronie naszych praw, które ponoć są prawami człowieka. Tyle, że mężczyźni to w większości inny jego gatunek.

1029 Notka starannie ogryziona

zakladka

Od kilku tygodni czaję się z aparatem na nowego rezydenta firmy na końcu drogi.

Z miernym skutkiem. Zawsze kiedy go widzę, a właściwie rejestruję kątem oka ruch na dworze, mam na nosie okulary do czytania. Zanim założę te do dali, zanim znajdę telefon i uruchomię aparat, zanim podpełznę do okna tak, żeby go nie spłoszyć i ustawić ostrość już spłoszy go coś innego. Rezydent w podskokach gna za halę i zaszywa się gdzieś w świerczkach.

Jako dobrze wychowany gospodarz nie będę przecież gościa denerwować i w świerczki nie polezę.

Gość wlazł na teren firmy  gdzieś w okolicach świąt i ani myśli sobie pójść.Nie wiadomo też, którędy wszedł, bo w dzień ruch w okolicach bramy jest zbyt duży a po zmierzchu brama starannie zamknięta. Mamy jakiś podkop pod płotem od strony lasu ale chyba sarny pod płotem nie przełażą?

Sarenek co prawda prześliczny, rudo-szary, błyska białym lusterkiem na zadku i obnosi dumnie całkiem spore różki, ale zeżarł już chyba wszystko, co w granicach płotu było do zeżarcia i straszymy poobgryzanymi badylami sterczącymi wszędzie, jak okiem sięgnąć spod śniegu.

Doprawdy nie wiem co on jeszcze ma tu do skonsumowania. Wieczorem pod płot podchodzą inne sarny, poznaję po świeżych śladach na śniegu i chyba usiłują nakłonić go do powrotu na łono natury-niestety choć dwa razy już zostawiłam furtkę otwartą rezydent nie dołączył do swoich.

Ostatnio zrobił się mniej płochliwy i nawet w środku dnia roboczego potrafi podejść do płotu żeby uraczyć się tym, co jeszcze na płocie się pnie. Zaczaiłam się z aparatem i już miałam zrobić pstryk, a tu pani F. otworzyła drzwi do magazynu. Sarenek podskoczył i w popłochu rzucił się w kierunku furtki, szczęśliwie wypadł przez nią i bryknął w sosenki.

Uff...ulżyło mi ogromnie, mimo braku pamiątkowego zdjęcia oraz elementarnego "dziękuję za przechowanie".

Oświadczyłam Superojcu i załodze, że koniec z gapieniem się w okno, śliczności poszły skąd przyszły i zapewne w końcu dołaczyły do swoich, po czym zamknęłam furtkę.

Dwa dni później, jak gdyby nigdy nie wychodził, cwaniak podszedł pod okno biura  i stał sobie spokojnie, oczywiście do chwili gdy trzymałam już telefon w ręku.

Dziś się poddałam i przyszłam do firmy z reklamówką obierzyn ziemniaczanych i czterema marchewkami. No przecież gościa głodzić nie będę.

1028 Notka niepełnosprawnej intelektualnie

zakladka

Ponad rok temu po zmianie na dobrą napisałam notkę w obronie posła K.  Po raz pierwszy muszę Czytelników obowiązkowo odesłać do archiwum - dla lektury tej notki ważne jest przypomnienie, o czym pisałam wtedy. Był to protest "przeciw publicznemu diagnozowaniu osobowości pana posła, sugerowaniu paranoi i przypisywaniu mu cech schizoidalnych oraz sugerowaniu konieczności leczenia psychiatrycznego w odosobnieniu."

Ja protestowałam przeciw nazywaniu posła K. psycholem, on się nie certolił, nagminnie przez rok cały obrażając wszystkich, którzy w czymkolwiek się z nim nie zgadzają. Wczoraj zrobił to po raz kolejny: udzielił wywiadu, w którym scharakteryzował uczestników zdecydowanie nieprzyjaznych jemu i jego kolegom manifestacji.
"– Patrząc na twarze tych osób, to po pierwsze – to jest tylko domysł – myślę, że niektórzy z nich byli współpracownikami dawnych służb bezpieczeństwa. Z kolei widać tam też troszkę twarzy osób specjalnej troski. Tak, że nie wygląda to specjalnie groźnie - powiedział K."

Niepełnosprawnych jest w Polsce ponad 12 %-  ponad cztery i pół miliona osób specjalnej troski. Strasznie się cieszę, że poseł K. bezbłędnie poznaje ich po twarzach. I się ich nie boi! Pewnie dlatego, że jako polityk z wizją uszczęśliwienia swojego narodu już doskonale rozeznał potrzeby tego środowiska i ma receptę na poprawę jego sytuacji.

Z czego wnioskuję?

Obniżono emerytury dawnym UB-ekom? Obniżono! Sprawiedliwość dziejowa? Gdzie tam: skoro zrównuje się osoby specjalnej troski z UB-ekami, to oczywiste jest, że powinno się kazać żyć obu grupom za podobne pieniądze! To fatalne, że osoby specjalnej troski tego nie rozumieją i chodzą tak na te manifestacje, protestując w obronie odrywanych od koryta.

Ale cóż: specjalnej troski to specjalnej troski: płoty, policja, ochrona...Przecież mogą sobie krzywdę zrobić. Dotyczy każdego; poseł, z tzw. 'opozycji", który przyznał się z mównicy sejmowej do zespołu Aspergera właśnie zginął w wypadku drogowym. Sami widzicie.

Odrobinę nielogiczne może się wydawać się w tym kontekście wdrażanie programu " Za życiem" -  dotyczy wszak urodzeń dzieci niepełnosprawnych. Czy to nie jest krótkowzroczne ? Co będzie, jak te dzieci specjalnej troski podrosną i staną tam, gdzie według prezesa już stoją dzisiaj?

Nie, raczej nie. Po pierwsze jest nadzieja, że za pieniądze przysługujące później, gdy się przestaje być dzieckiem mogącym liczyć na pomoc rodziców długo nie pożyją i protestować nie będą mieli siły, a po drugie deforma edukacji sprzyjać będzie intelektualnemu zrównaniu tych dobrze i gorzej urodzonych: po prostu ci specjalnej troski przestaną się wyróżniać i być specjalnej troski. Ot, cudowna recepta na egalitaryzm.

Mogłabym tak dalej, ale się brzydzę. Swoją demagogią się brzydzę, bo to notka obrzydliwa, zwłaszcza w zestawieniu z tą sprzed roku.

Cóż, przez rok nic w kwestii dostępności do psychiatry w teoretycznie bezpłatnej służbie zdrowia nic się nie zmieniło, ale nie dlatego nie napiszę: idź się pan leczyć, pośle K.! Poseł K. nie musi wszak korzystać z powszechnie trudno dostępnych placówek- dla wybrańców narodu są lecznice specjalne, więc gdyby było trzeba, mógłby.

Nie napiszę, bo podłości uleczyć nie sposób.

Tak jak nie sposób mądrze i dobrze rządzić ludźmi, których się nie szanuje, którymi się pogardza, których się lekceważy.

Piękne sformułowanie  "służba dla narodu"  to wyklucza-nie jest się dobrym sługą pana, którego uważa się za głupca.

1027 Notka w przewidywaniu rebelii

zakladka

Ruda już dawno przestała być moim kotem, zbyt rzadko bywam w domu, aby warto było mnie tresować do otwierania drzwi, sypania koralików i wszystkich innych, wymaganych przez kota aktywności ludzkich. Nawet porządne obiady gotuję teraz rzadziej, więc nie ma sensu ocierać się o moje nogi, gdy staję przy desce do krojenia.

Moją nieprzydatność trzeba było sobie jakoś skompensować: reszta rodziny jest doskonale tresowalna i bez większego wysiłku osiąga się właściwy cel. Panowie są absolutnie nieodporni na miauki, wystarczy nawet pół jęknięcia i służą...

-No co kicia? Chcesz mleczka?- zapytał Brat, zaraz po usłyszeniu krótkiego miau! w trzy sekundy od momentu, gdy otworzył drzwi. My obie w ciszy spędziłyśmy co najmniej godzinę. Posłusznie podreptał do lodówki, wyjął mleko, nalał...

-No widzisz, ty to masz mleczko, a kot prezesa nie pije-podsumował lecz Ruda ową uwagę zignorowała.

 

Trzy dni później:

-Wiesz, sprawdziłem, ona nie powinna pić mleka.

-Taaak? I przestaniesz jej dawać?

-No właśnie...-zafrasował się Brat, bo Ruda potrafi niemal siłą zawlec człowieka do lodówki i dni, które zdarzają się wyjątkowo rzadko, w których jakimś cudem brak w niej mleka są ciężkie do przetrwania. W domu może nie być chleba, zapałek i papieru toaletowego, ale po mleczko Brat uda się do sklepu nawet w święto narodowe. 

-Właśnie. Już sobie wyobrażam te marsze kot-u przed lodówką. Ryzykujesz?

-Nie-padła krótka i zdecydowana odpowiedź.

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci