Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1023 Notka racjonalna

zakladka
W tym roku prezenty pod choinką były więcej niż skromne, bo jakoś nie zauważyłam, że nadszedł  ten moment, kiedy trzeba je kupować
a później sami tyraliśmy w "elf storage"  i  po prostu sumienie nie pozwalało dowalić roboty podobnie jak my tyrającym magazynierom i kurierom wszelkiej maści.
Jedynym członkiem rodziny, o którego zadbałam, nie do końca będąc pewna, że nie wierzy już w św. Mikołaja był oczywiście Misiasty.
Na niego pod choinką czekały pakuneczki  zawierające coś jeszcze oprócz słodyczy.
-No wreszcie dostałem coś porządnego! -ucieszył się całkowicie szczerze Misiaty na widok elektrycznej szczoteczki do zębów.
A matce szczęka opadła, bo dorzuciła tę szczoteczkę w akcie rozpaczy, nie mając absolutnie nic innego, nawet skarpetek, wierząc, że sytuację uratuje kalendarz z lokomotywami, podesłany przez życzliwą duszę i to będzie ta rzecz, która wywoła u Misiastego zachwyt.
A to prezent, jak kompocik z dowcipu:  kalendarz z lokomotywami jest pod choinką od kilku lat co roku, Misiasty traktuje go jak dobro należne, zupełnie nie doceniając wysiłku, jaki trzeba włożyć w jego zdobycie i starań ludzi pamiętających i  dosyłających kolejne z różnych stron świata.
Życzliwej duszy dziękuję zatem ja, osobiście, oczyma wyobraźni widząc jaka rozpętałaby się burza, gdyby kalendarza przypadkowo nie było.
Nie mam wątpliwości, że będzie z czasem doceniony i podzieli los wszystkich poprzednich, o których wyrzuceniu nawet pomyśleć nie można.

1022 Notka rozczarowanego czytelnika

zakladka

Całkiem przypadkowo wpadł mi w ręce świąteczny prezent sprzed lat: " Zima w Dolinie Muminków" -moje pierwsze spotkanie z trollami Tove Jansson.

Książeczka sponiewierana przez lata czytania, używania i peregrynacji po rodzinie i znajomych.

Otworzyłam, bo od ostatniej lektury tego tomiku minęło wiele lat. Muminki polubiłam co prawda, ale książka wydała mi się po prostu przeraźliwie smutna, a zimno bijące z kartek jest dla mnie do dzisiaj najszybszym i najoczywistszym skojarzeniem pojawiającym się w moim umyśle na hasło "zima".

Był czas, kiedy wydawało mi się, że mogę wieść życie Małej Mi...

I cóż?

I znów zrobiło mi się smutno już po pierwszej stronie.

Nie z tych powodów, z których było mi smutno przy lekturze ponad czterdzieści lat temu.

Po prostu przeczytałam, że rodzina Muminków spała sobie w salonie przy piecu.

A tenże piec opalany był torfem, który żarzył się na rusztach w piwnicy domu Muminków.

Tak po prostu. Całą zimę. Wszyscy spali, nikt nie obsługiwał pieca, nie czyścił, nie dokładał paliwa, popiołu nie wynosił...

 

No i to jest ten moment, kiedy nawet będąc Mamusią Muminka człowiek przestaje wierzyć w bajki.

1021 Notka z niezapowiedzianym gościem

zakladka

 W przedświąteczny piątek w firmie na końcu drogi miałam siedzieć samotnie, nie licząc półkotów, które w pracy są ciągle i które właściwie są przyczyną tego siedzenia, bo ktoś koty nakarmić musi, a cała reszta oczywiście myśli o karmieniu rodziny.

Na śniegu pod furtką nie powinno więc być żadnych śladów oprócz kocich, ale były. I to po wewnętrznej stronie płotu:  ślady kopytek.

Znów jakieś cwane bydlę wlazło na teren i myśli, że będę dokarmiać?

Niedoczekanie!

Tym razem żadnych marchewek, obierek ziemniaków i innych frykasów-niech polezie skąd przyszło.

W poświąteczny wtorek otwieram drzwi do lasu i wypędzam w zarośla załogę w charakterze nagonki.

 

1020 Notka tchnąca optymizmem...

zakladka

Ostatnia w tym roku wizyta u pana Psychologa, podsumowujemy "postępy" w terapii.

Nie, żebym miała specjalne złudzenia. W  czasie jesiennego zjazdu formy psychicznej skonsultowałam przypadek z innymi matkami specjalnymi, które są dla mnie większymi autorytetami niż PP i wiem, czego nie oczekiwać. Ale też i wynagrodzenia PP do niskich zaliczyć nie wypada, plus koszty dojazdu i czas-mój, bezcenny! - więc znikomych, jakichkolwiek efektów mogłabym oczekiwać, nie?

Pan Psycholog pyta, co się zmieniło?

Staram się być delikatna,  tak wiecie, krew wyssać, śladu nie zostawić, więc przypominam na skróty oczekiwania, do których przedstawienia zmusił mnie PP na początku terapii oraz odnoszę to do stanu obecnego  i uprzejmie, ale wyrażam swoje niezadowolenie...

Pan Psycholog żegna mnie przy drzwiach  mówiąc, pewnie na pocieszenie (cytat niedokładny ale sens wypowiedzi idealnie w sedno ):   

-A widzi pani, pan Misiasty to jest jaki jest, i w niektórych aspektach nic się nie zmieni i pani o tym wie, doskonale sobie pani z nim radzi, ale proszę sobie wyobrazić, że tu przychodzi mnóstwo ludzi, którzy są zdrowi i zachowują się tak, jak on.

Aha ...Czyli wszystkie moje oczekiwania, które zdarza mi się formułować w myślach a czasami  werbalnie wyrażać, wobec różnych ludzi spotykanych codziennie na ścieżkach życia, którzy rozczarowują, zawalają, nie realizują, nie myślą i zachowują się nieprofesjonalnie są bezzasadne.  

Ok, będę się cieszyć, że jest jak jest, ale Misiasty ma przynajmniej na to papiery.

1019 Notka z ogniem w ciemności

zakladka

Godzina 22.00 wychodzę z pracy w ciemność, przekręcam klucz w zamku.

Gdzieś od strony lasu dobiega mnie głośny pisk. W zimnie las co najwyżej groźnie szumi ale innych dźwięków w zasadzie nie wydaje, stojąc cicho w ponurej czerni. Staję i nasłuchuję.

Chwila ciszy a potem chichot. Czas na spacery to już nie jest, hieny w lesie nie mieszkają, zatem jeśli coś, co widzi mnie w tej ciemności, cieszy się na mój widok, to ja się nie cieszę wyobrażając sobie co też to jest, to cieszące się. 

Zastanawiam się czy wrócić do środka i dzwonić po eskortę ewakuacyjną czy zaryzykować?

Skoro nic mnie w tym ciemnym lesie pod cmentarzem do tej pory nie zeżarło a byłam znacznie młodsza, ergo mniej niestrawna a bardziej apetyczna, to teraz już  raczej się nie połakomi? Poza tym ziiimno i spać się chce, więc decyduję się ruszyć do domu.

Zanim dobrnęłam w ciemności do furtki usłyszałam parę kolejnych pisków i śmiechów a po wyjściu na drogę zlokalizowałam też ich źródło.

Pomiędzy sosenkami na samiuśkim końcu płotu prześwitywał ogienek a przy ogienku bawiła się spora grupa ludzi. 

No cóż, widocznie jestem bardzo stara, skoro bezśnieżna, zimna i mokra noc w końcówce grudnia stanowi dla mnie wątpliwie atrakcyjną porę na imprezę przy ognisku...

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci