Menu

Czterdziestka na czereśni

Miło by było, gdyby życie składało się przeważnie z przyjemności. Ale że tak nie jest, więc każda samotna po-czterdziestka powinna mieć swoją czeresienkę. Z jej czubka świat wygląda inaczej i można pogodzić się z niektórymi rzeczami. Ponieważ sezon na czereśnie jest krótki, to ciągle szukam ich ekwiwalentu. Niektórzy twierdzą, że to folia bąbelkowa.

1021 Notka z niezapowiedzianym gościem

zakladka

 W przedświąteczny piątek w firmie na końcu drogi miałam siedzieć samotnie, nie licząc półkotów, które w pracy są ciągle i które właściwie są przyczyną tego siedzenia, bo ktoś koty nakarmić musi, a cała reszta oczywiście myśli o karmieniu rodziny.

Na śniegu pod furtką nie powinno więc być żadnych śladów oprócz kocich, ale były. I to po wewnętrznej stronie płotu:  ślady kopytek.

Znów jakieś cwane bydlę wlazło na teren i myśli, że będę dokarmiać?

Niedoczekanie!

Tym razem żadnych marchewek, obierek ziemniaków i innych frykasów-niech polezie skąd przyszło.

W poświąteczny wtorek otwieram drzwi do lasu i wypędzam w zarośla załogę w charakterze nagonki.

 

1020 Notka tchnąca optymizmem...

zakladka

Ostatnia w tym roku wizyta u pana Psychologa, podsumowujemy "postępy" w terapii.

Nie, żebym miała specjalne złudzenia. W  czasie jesiennego zjazdu formy psychicznej skonsultowałam przypadek z innymi matkami specjalnymi, które są dla mnie większymi autorytetami niż PP i wiem, czego nie oczekiwać. Ale też i wynagrodzenia PP do niskich zaliczyć nie wypada, plus koszty dojazdu i czas-mój, bezcenny! - więc znikomych, jakichkolwiek efektów mogłabym oczekiwać, nie?

Pan Psycholog pyta, co się zmieniło?

Staram się być delikatna,  tak wiecie, krew wyssać, śladu nie zostawić, więc przypominam na skróty oczekiwania, do których przedstawienia zmusił mnie PP na początku terapii oraz odnoszę to do stanu obecnego  i uprzejmie, ale wyrażam swoje niezadowolenie...

Pan Psycholog żegna mnie przy drzwiach  mówiąc, pewnie na pocieszenie (cytat niedokładny ale sens wypowiedzi idealnie w sedno ):   

-A widzi pani, pan Misiasty to jest jaki jest, i w niektórych aspektach nic się nie zmieni i pani o tym wie, doskonale sobie pani z nim radzi, ale proszę sobie wyobrazić, że tu przychodzi mnóstwo ludzi, którzy są zdrowi i zachowują się tak, jak on.

Aha ...Czyli wszystkie moje oczekiwania, które zdarza mi się formułować w myślach a czasami  werbalnie wyrażać, wobec różnych ludzi spotykanych codziennie na ścieżkach życia, którzy rozczarowują, zawalają, nie realizują, nie myślą i zachowują się nieprofesjonalnie są bezzasadne.  

Ok, będę się cieszyć, że jest jak jest, ale Misiasty ma przynajmniej na to papiery.

1019 Notka z ogniem w ciemności

zakladka

Godzina 22.00 wychodzę z pracy w ciemność, przekręcam klucz w zamku.

Gdzieś od strony lasu dobiega mnie głośny pisk. W zimnie las co najwyżej groźnie szumi ale innych dźwięków w zasadzie nie wydaje, stojąc cicho w ponurej czerni. Staję i nasłuchuję.

Chwila ciszy a potem chichot. Czas na spacery to już nie jest, hieny w lesie nie mieszkają, zatem jeśli coś, co widzi mnie w tej ciemności, cieszy się na mój widok, to ja się nie cieszę wyobrażając sobie co też to jest, to cieszące się. 

Zastanawiam się czy wrócić do środka i dzwonić po eskortę ewakuacyjną czy zaryzykować?

Skoro nic mnie w tym ciemnym lesie pod cmentarzem do tej pory nie zeżarło a byłam znacznie młodsza, ergo mniej niestrawna a bardziej apetyczna, to teraz już  raczej się nie połakomi? Poza tym ziiimno i spać się chce, więc decyduję się ruszyć do domu.

Zanim dobrnęłam w ciemności do furtki usłyszałam parę kolejnych pisków i śmiechów a po wyjściu na drogę zlokalizowałam też ich źródło.

Pomiędzy sosenkami na samiuśkim końcu płotu prześwitywał ogienek a przy ogienku bawiła się spora grupa ludzi. 

No cóż, widocznie jestem bardzo stara, skoro bezśnieżna, zimna i mokra noc w końcówce grudnia stanowi dla mnie wątpliwie atrakcyjną porę na imprezę przy ognisku...

1018 Pan Poeta, pan Poeta !!!

zakladka

W busie, który wiezie mnie i Misiastego z Miasteczka do miasta wojewódzkiego na terapię, spotykam regularnie Poetę.

Absolutnie prawdziwego.

Poeta dosiada się po drodze w Mieścince, jeśli jedziemy tam lub towarzyszy nam od początku, jeśli jedziemy z powrotem.

Prawie godzina obcowania z artystą...

Poeta wsiada, absolutnie prozaicznie nabywa bilet, siada i wyciąga telefon.

Przez tę prawie godzinę  Poeta będzie informował wszystkich swoich krewnych i znajomych, a ma ich skubaniec niemało, kto, gdzie, kiedy i w jaki sposób wyrażał zachwyt jego wybitnymi dziełami i zachęcał wszystkich swoich krewnych i znajomych aby też zapoznali się z onymi i pozachwycali. Absolutnie koniecznie.

Bo przecież zachwyca się tautogramami poety pani dr. X. -uznany tautogramowy autorytet, którego nazwiska nie wymienię, bo po co, przecież wszyscy znają chyba autorytet w tej dziedzinie- mówiąc, że są doskonałe. Ten na "r" osobliwie. Pani dr. X się wzruszyła, bo na "r" są rodziców ręce.

Bo zaprosili Poetę na kanapę w telewizji -niszowej, ale oczywiście, że wszyscy już słyszeli- w celu przeprowadzenia wywiadu, rozmowy, swobodnej wymiany myśli, ale po co ja wam to piszę, z pewnością widzieliście...

Jeśli nie, to wcześniej czy później dowiecie się gdzie ów kanapowy wywiad obejrzeć można, bo dam głowę, że ktoś z licznej rodziny lub z niemniej licznych  znajomych Poety do was zadzwoni, telefonicznie zachęcony po raz nie wiadomo który, do niesienia wieści o sukcesach Poety w lud. Cierpliwości, to tylko kwestia czasu, przy tej ilości krewnych i znajomych, którą ma Poeta, ktoś okaże się i waszym krewnym lub znajomym.

Bo krytyk Y. - nawet się nie przyznawajcie, że nie znacie krytyka Y., to już hucpa i wstyd!- wyraził się pozytywn...nie, jakie tam pozytywnie, on prawie lewitował z zachwytu nad sonetami Poety! Poeta do kanonu, szykujcie się na tłumaczenie dzieciom podczas odrabiania prac domowych, co Poeta miał na myśli. Coś ponoć wartościowego miał. I precyzyjnie to wyraził. W każdym razie cioci Halince tak mówił. Cioci by chyba nie okłamał, nie?

Bo wieczór autorski w bibliotece w X. był - i to sam Poeta wam mówi: re-we-la-cyj-ny!  Wzruszający taki. W każdym razie Poeta się wzruszył. Nabył z tej okazji sześć (!)  pudełek ciastek, które nie poszły, bo wszyscy zebrani, w tym ciotka, pociotek i koleżanka z pracy Poety ( szefowa nie przyszła, jak mogła, Poeta tak liczył)  chłonęli poezję a nie kalorie. Pociotka wprost zwalił z nóg talent artystyczny krewnego, więc i wujek Karol powinien koniecznie docenić a i do Małgosi zadzwonić, żeby niczego z twórczości poety nie uroniła. Ciastka Poeta zostawił bibliotekarkom, bo im się należy... No, ja myślę!

Bo Staszek i Jola tak wspaniale interpretowali wiersze Poety, tak wspaniale, no tym razem poeta nie miał zastrzeżeń, no bardzo, bardzo...Szkoda, że jednak kuzyn Franek nie przybył, doprawdy wiele stracił, takie wspaniałe przeżycie go ominęło...

No, może nie do końca idealnie wspaniałe, bo Poecie tak ze wzruszenia głos się łamał, że miał problemy z interpretacją i czytaniem swoich utworów, co prawda  tylko pierwszych trzech, ale to niestety zaważyło na tym, że któraś z pań szepnęła mu na uszko, że intonację powinien podszkolić. Auć! Koniecznie, Poeta młody jest, tyle wspaniałych i wzruszających wieczorów autorskich w bibliotekach przed nim. 

O, na przykład ma zaproszenie na kwiecień do filii biblioteki z Z. w W. Wiec ten Franek,co teraz stracił, to nie musi już  tak bardzo żałować, nie musi. W kwietniu Poeta zadzwoni i jemu przypomni. I wszystkim innym przypomni, żeby Frankowi przypomnieli o takim ustawieniu harmonogramu zajęć, żeby to głupie pięćdziesiąt kilometrów nie było dla Franka przeszkodą.

Dla smaczku wam tu powiem szeptem, bo kto nie lubi ploteczek o sławnych poetach, no kto?, że poeta ma długi w ZUS-ie, szef go nie docenia, ale doceni, bo jak tylko te długi spłaci (Poeta spłaci nie szef),  to zaraz z Mieścinki wyjeżdża i w Mieście wojewódzkim kawalerkę wynajmować będzie. Parę innych rzeczy też o Poecie wiem...

Czy on,  do cholery, nie powinien pomykać na Pegazie???

 

1017 Ziu!

zakladka

W firmie na końcu drogi wciąż czekamy na ostateczną decyzję Wysokiego Nadzorującego Urzędu dotyczącą naszej dalszej przyszłości.

Podczas zeszłorocznej, październikowej kontroli Wysoki Nadzorujący Urząd uznał, że co wolno firmom w Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji i pozostałych krajach europejskich, i nie tylko, tego z pewnością nie wolno w Polsce: WNU miał ZASTRZEŻENIA.

Czy nie podobały mu się nasze dziury? Nie! Dziury są jak najbardziej w porządku.

Za niebędące w porządku WNU uznał etykiety na opakowaniach dziur. W branży dziurotwórczej etykieta jest niezwykle istotna i musi zawierać mnóstwo ściśle określonych informacji i znaczków.

Według nas zawierała owo mnóstwo, jak i przedstawione na dowód korzystania z dobrych wzorców europejskich etykiety znakomitych firm: holenderskiej, francuskiej i dwóch brytyjskich. Żadnej polskiej, bo w Polsce tylko na końcu drogi robi się te akurat rodzaje małych niebieskich pakiecików, którymi zajmujemy się równolegle z dziurami.

WNU uznał jednak, że nie tylko nasze autorskie etykiety wymagają korekty, nie tylko postanowił zwrócić się do swoich odpowiedników w trzech wymienionych krajach, aby skorygowali domniemane nieprawidłowości w firmach będących pod ich nadzorem, ale zwrócił uwagę na prawdopodobną konieczność zmiany zasad kreślenia znaczków na etykietach również Wysokiej Komisji Europejskiej, która powinna zadekretować zmiany w tym zakresie dla wszystkich europejskich dziurotwórców. 

W tym momencie szefowa firmy na końcu drogi, odpowiedzialna za wymyślony i wdrożony osobiście wzór oznakowania, poczuła, jak wielbią ją wszyscy koledzy z branży, od Lizbony po Rygę. Westchnęła sobie :)  i pełna entuzjazmu poczłapała zmieniać opakowania, bowiem WNU locuta, causa finita: z Wysokim Nadzorującym Urzędem dyskusji podjąć się nie da, ma bowiem prawo mieć swoje zdanie, które na terenie Rzeczpospolitej świętym jest i basta, i tę moc, że może firmę na końcu drogi zamknąć jedną decyzją prezesa. 

Po kilkunastu bezsennych nocach, konsultacjach, aprobacie bezwzględnych audytorów, szefowa przedstawiła nowy wymyślony przez siebie wzór oznakowania prezesowi WNU i zapadła cisza.

Dziś pan Listonosz przyniósł list polecony w kopercie z logo WNU i z doklejoną z tyłu żółtą zwrotką.  List ten wzbudził więcej emocji, niż korespondencja z US, ZUS i (tfu!) komornika razem wziętych. Szefowej zrobiło się gorąco i drżącymi rękami ledwo zdołała złożyć podpis w pocztowych formularzach, Pani F. wyjąkała " o Jezu", a Pan Operator pognał po resztę załogi, z okrzykiem : " napisali !, napisali!". Załoga zbiegła się w pośpiechu, niemal gubiąc służbowe trepy.

Na urzędowym, logowanym papierze, pod złożonymi sygnaturami z numerami spraw, widniały trzy linijki tekstu.

Jedno zdanie, informujące, że Prezes Wysokiego Nadzorującego Urzędu przyjął do wiadomości informację, zawartą w skierowanym do niego piśmie z dnia 28-11-2012 roku /data wpływu 30-11-2012 roku/, o tym, że firma na końcu drogi zaprzestaje z dniem 28-11-2012 roku wytwarzania jednego z rodzajów dziur podłużnych, o czym zgodnie ze swym ustawowym obowiązkiem zawiadomiła go wtedy szefowa.

Kurtyna!

 

© Czterdziestka na czereśni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci